tekstus (tekstus) wrote,
tekstus
tekstus

Piotr Dunin-Borkowski. Tendencje ustrojowe w Polsce (1931) - ч.4

Часть-1 Часть-2 Часть-3 Часть-4
 
3_1_0_8_1002_76575
 
Data dodania: 2016-12-01
 
Piotr Dunin-Borkowski
Tendencje ustrojowe w Polsce

Natomiast w konstytucji federacji przebija się tendencja w kierunku spoistości Stanów Zjednoczonych jako państwa i narodu i w kierunku ustanowienia bardziej ogólnych podstaw ustrojowych, zabezpieczających byt ogólny państwa. W państwach europejskich, o ustroju niefederacyjnym, te tendencje, które istnieją w konstytucjach stanowych, reprezentują poniekąd ciała ustawodawcze.

Dziedziną, którą zajmuje się ogólna konstytucja Stanów Zjednoczonych zajmują się w Europie także konstytucje krajów 'poszczególnych. Niestety, konstytucje nowe posiadają przeważnie w obrębie swoimi bardzo wiele postanowień, którymi w Ameryce nie zajmuje się konstytucja federalna, ale 'konstytucje poszczególnych stanów lub też ustawodawstwo zwykłe. Ograniczenie nowo powstających konstytucji w Europie także do najogólniejszych tylko zasad i do formułowania zasadniczych podstaw ustroju, powinno być naczelną zasadą, z powodu roli specjalnej, jaką konstytucja odgrywać powinna. Jest jasne bowiem, że przy uchwalaniu konstytucji lokalnych w Stanach Zjednoczonych chodziło właściwie o postawienie pierwszego kroku w kierunku stanowienia praw szczegółowych przez naród bezpośrednio, a nie o założenia ogólnoustrojowe.

Lud, który zmienia dawną względnie zatwierdza nową konstytucję stanową w Ameryce, nie czyni tego zawsze po dokonaniu pracy projektodawczej przez konwent. Tendencja, która istnieje u ludu, gdy stanowi lokalną konstytucję, nie jest tego rodzaju, by- konwent był konieczny. Konwent bowiem jest konieczny tylko wtedy, gdy chodzi o ogólne zasady, a nie o szczegółowe prawa. Pracę konwentu zatwierdzają przy konstytucji federalnej izby prawodawcze poszczególnych stanów; 3/4 stanów musi oświadczyć się za zmianą, by była ona prawomocna.

U nas poza parlamentem niema innych ciał ustawodawczych natury lokalnej, dlatego wybór metody głosowania za zmianą konstytucji ograniczałby się do dwu ewentualności, gdybyśmy poszli za wzorem Ameryki: albo do głosowania ludowego, albo do uchwal ciał prawodawczych ogólnopaństwowych.

Przygotowanie konstytucji ogólnej lub zmian w obrąbie jej — należy w Ameryce do konwentu. W czasie trwania konwentu wszystkie inne sprawy, nie mające ulec zmianie pozostają oczywiście nadal w kompetencji ciał prawodawczych i władz wykonawczych. Nigdy konwent niema władzy innej, aniżeli warunkowo prawodawcza w specjalnym zakresie.

Konwent w Ameryce nie ma, jak mówiłem, praw definitywnych, te ostatnie pozostawia lud dla siebie, względnie dla ciał prawodawczych. Ale przy zmianach konstytucji ogólno-federalnej lud może odrzucać już tylko całość konstytucji lub zmiany jej. Konwent przypomina swą pracą raczej komisje parlamentarne, aniżeli plenum izby. Ponieważ konwent ogólno-federacyjny, który odbył się zresztą tylko raz jeden, a analogicznie do tego konwenty poszczególnych stanów, wymagały pracy bardzo intensywnej, a nie dawały członkom konwentu ani żadnych uprawnień, ani satysfakcji, że staną się sławnymi ludźmi, gdyż tylko działalność ogólna kongresu stawała się znana narodowi, przeto niewielu zawodowych polityków okazywało chęć dostania się do konwentu. Konwent w Ameryce, o ile jest zwołany w poszczególnych stanach, uchodzi słusznie za ciało na ogół poważne, w przeciwstawieniu do izby reprezentantów, która w Ameryce jest tak w federacji jak i w stanach jeszcze mniej poważana aniżeli u nas izba posłów.

Wróćmy jednak jeszcze do głosowania ludowego jako zagadnienia ogólnego. Głosowanie ludności bezpośrednie, celem przeprowadzenia praw, w rezultacie czyni te prawa jeszcze mniej fachowo przepracowanymi, aniżeli gdy są uchwalane przez izby prawodawcze. Ale ma to głosowanie tę zaletę, że lud w swej całości nie może ulec aż takiej demoralizacji, jakiej ulegały zwykle izby, zwłaszcza w krajach skrajnie demokratycznych a bogatych. W takich bowiem krajach właśnie ludność mająca dużo do stracenia nie daje się en masse przekupywać, natomiast posłowie będący przeciętną emanacją ludu i nie reprezentując całkiem specyficznie własnych większych interesów, ulegają łatwo przekupstwu. Dlatego mimo pewnych braków głosowanie bezpośrednie ludowe stało się tak popularne w Ameryce.

Prawa proponowane przez konwent, a później przyjmowane przez referendum ludowe, należą natomiast stanowczo do najlepszych, ponieważ są opracowywane zwykle przez grono bardziej fachowe, a co najmniej bardziej uczciwe, aniżeli to, które zasiada w izbie reprezentantów stanów.

Specjalnie w odniesieniu do Polski, nastroje zmierzają do ograniczenia wszechwładzy sejmu. Mimo to jednak, choć nowa konstytucja, tak jak ją projektuje B. B. ogranicza dość silnie tę władzę, w każdym jednak razie nie decydująco a przede wszystkim nie na korzyść głosowania ludowego. W naszych stosunkach głosowanie ludowe jeszcze na długi okres czasu nie może się stać metodą miarodajną. W danej chwili raczej zagraża wszechwładzy sejmu izba syndykalistyczna, która by odebrała sejmowi część uprawnień w dziedzinie gospodarczej. Taką izbę, jako poniekąd samodzielną i niezależną od wszechwładzy sejmu, proponuje profesor Jaworski. Ponadto wszechwładzy sejmu zagraża do pewnego stopnia prąd decentralistyczny. Natomiast prąd, który chciał poddać władzę prawodawczą zupełnie pod władzę czynników wykonawczych, nie jest zbyt silny w Polsce w chwili obecnej, jeśli chodzi o nastroje społeczeństwa.

Poza zmianą konstytucji przez izby ustawodawcze, oraz poza delegowaniem przez sejm swych praw w dziedzinie zmiany konstytucji konwentowi specjalnie w tym celu wybranemu i ludowi zatwierdzającemu prace konwentu, nie zdaje się, by mogła być jeszcze inna droga legalna wiodąca do zmiany konstytucji, a przede wszystkim — o co bardziej jeszcze chodzi — droga, która mogłaby być uznana w następstwie przez naród. Nie wydaje się bowiem, by naród dokonując przewrotu, moralnie dał aż tak wielkie uprawnienia nowej władzy, którą powołał do życia. W tej dziedzinie wszystko jednak zależy od rezultatu. Tak np niektórzy prezydenci amerykańscy z konieczności niekiedy działali wbrew konstytucji dla korzyści państwa. Należy zwrócić uwagę, że działali oni wbrew konstytucji tak niesłychanie popularnej, jaka jest konstytucja Stanów Zjednoczonych w tym kraju. Czynili to oni z ogromną obawą i wewnętrzną emocją, ponieważ oni sami jak cały naród amerykański byli do tej konstytucji niesłychanie przywiązani. Natomiast opinia publiczna amerykańska nie zdawała się mieć na tym punkcie tak wielu skrupułów, i poniekąd uznawała te zarządzenia jako celowe i konieczne. Kupno Luizjany przez demokratycznego prezydenta Jeffersona od Napoleona I bez zgody kongresu, zostało później uznane przez kongres. Jak wiadomo niesłychanie demokratyczny Jefferson miał w ogólności wątpliwości co do tego, czy nawet izby prawodawcze amerykańskie mają prawo w myśl konstytucji zgodzić się na tworzenie nowych stanów. Konieczność życiowa jednak tę sprawę załatwiła w sensie pozytywnym.

Ratyfikacja przez naród jakiegoś stanu rzeczy, który powstał, jest i była najwyższym prawem, zwłaszcza w krajach rządzonych demokratycznie, gdzie naród ma pełną swobodę wypowiedzenia najrozmaitszymi sposobami swego zdania. Niezależnie jednak od skutków, droga arbitra w rozstrzygnięciu praw konstytucyjnych lub innych najrzadziej może prowadzić do rozumnego kompromisu między dążeniami istniejącego kraju. Jednak działy się i tego rodzaju rzeczy; kodeks Napoleona był r gruncie rzeczy dziełem kompromisu, aczkolwiek narzucała go arbitralna władza naczelna. Co prawda kodeks ten nie był konstytucją. Konstytucja i zmiany ustrojowe były zmieniane w tym czasie zupełnie arbitralnie przez cesarza, a tylko zatwierdzane przez ludność.

XI.

Wypadki majowe samym faktem zaistnienia zadały cios partiom, gdyż zmusiły je do przegrupowania się na platformie ustrojowej. Ta pozycja jest dla nich często niezbyt wygodna, gdyż muszą niejednokrotnie iść ramię przy ramieniu z wczorajszymi wrogami, co nie zawsze jest należycie pojmowane przez publiczność i wywołuje niejednokrotnie ironiczne uwagi. Ale nie to było główną przyczyną upadku partii, zwłaszcza, że ten objaw pojawił się stosunkowo późno. Przyczyną właściwą było obudzenie się opinii publicznej w Polsce po maju 1926 roku.

Do czasu przewrotu nie było w Polsce opinii publicznej w ścisłym tego słowa znaczeniu. Partie po przez swe hasła, podobnie jak zresztą w przeważanej części Europy przedwojennej, prowadziły na pasku ludność, wpajając w dziedzinie praktycznych poczynań co im się podobało w swoich adherentów. Stronnicy wierzyli swym partiom z wdzięczności za „idee” i programy. Zapewne istniała tak w partiach jak i poza niemi grupka ludzi wykształconych, którzy niezależnie od opinii partii spoglądali na wydarzenia. Byli to ludzie na ogół tchórzliwi, gdyż ludność wykształcona cieszy się względnym dobrobytem i ma coś do stracenia Ta ludność tworzy jakby własną opinię publiczną, która posiada zawsze tendencję w kierunku jak najściślejszego trzymania się przepisów przez naród, gdyż sądzi, że to może ludzi zamożnych zabezpieczyć. Wobec tego wszelki przewrót wydaje się oczywiście tym ludziom niepraworządnością, przynajmniej do pewnego czasu. Po pewnym czasie staje się ta część ludności nowemu reżimowi bezwzględnie wierną, znów obawiając się wszelkich zmian. Tylko drobna grupa i to już zwykle nie tego samego typu, ale złożona z ludzi bardziej romantycznych pozostaje nadal wierna przeszłości. Z tej ostatniej grupki wywodzą się legaliści francuscy, donkarliści hiszpańscy itp.

Opinia tych ludzi wykształconych, o których wpierw była mowa nie działa zupełnie na szerokie masy. Tłumy nie emocjonują się bowiem zbytnio niczym groźnym, — zawsze bowiem ufają dość łatwowiernie, że nie mogą nic stracić, posiadając niezbyt wiele. Idei dla tych szerokich mas dostarczają także ludzie wykształceni, lecz nie mający nic wspólnego z opinia sfery wykształconej, o której była wpierw mowa. Są to mężowie stanu, demagodzy, idealiści, typowi zawsze raczej indywidualiści, aniżeli ludzie grupy. Wpływ tych ludzi na tworzenie się programów partyjnych był bardzo znaczny, a pozostaje on również znaczny w stosunku do opinii publicznej, gdy ta zdoła się utworzyć, jako samodzielna poniekąd od grup partyjnych.

Przewrót majowy oczywiście mógłby byt przerazić mocno opinię inteligencji względnie zamożnej; jednak tej niemal nie było. Inteligencja urzędnicza była nader biedna zwłaszcza po ostatniej redukcji pensji o 10%, gdy równocześnie drożyzna postępowała. Nie miała ona już nic niemal do stracenia. Ludzie dawniej zamożni, pracujący w przemyśle, handlu czy rolnictwie, wskutek fatalnej koniunktury i rozmaitych ustaw przeciwko nim i ich warsztatom pracy wydanych, nie byli właściwie wówczas zamożni, pracowali deficytowo i posiadali już jakby tylko nagi tytuł własności. Poza tym tytułem nie mogli już wiele stracić, a mieli wiele do zyskania, bo zmiana koniunktury lub choćby drobne złagodzenie w stosowaniu ustaw przeciwko nim, mogły ich szybko postawić na nogi. Stąd nie należeli oni do opinii nastraszonej, gdyż już nie mieli czego się bać; należeli do niej chyba w takich okolicach, gdzie pozostali jeszcze zamożni.

Oczywiście wszyscy ludzie, którym się naprawdę dobrze wiodło, a więc tym co zarobili dość wiele z okazji ustaw zwróconych przeciw własności, jak np, reformy rolnej, daniny leśnej, spekulując na strachu właścicieli, a pozostając w kontakcie z politykami, nie byli oczywiście zadowoleni z przewrotu. Majątki ich jednak nie były tak znaczne — powstały one w kraju bardzo ubogim — aby chcieli lub mogli sic; bawić w opozycję, dając partiom większe sumy pieniężne na walkę z rządem. Woleli oni raczej po pewnym czasie, w miarę nastręczających się możliwości, przylgnąć do zwycięzców. Opinia więc klas zamożnych a wykształconych w tym momencie przewrotu nie istniała prawie zupełnie. Nie odgrywa ona nigdy poważnej roli w krajach demokratycznych, ale w tym momencie nie odgrywała żadnej. Nastrój ludności sympatyzował z przewrotem, i w ten sposób podkopał siłę partii. Znalazło się wielu ludzi, zwłaszcza z tłumu sympatyków najrozmaitszych partii i to nawet z partii w pierwszej chwili sympatyzujących z przewrotem, którzy poszli ku nowemu życiu z ominięciem władz partyjnych. Jak daleko zaszła ta przemiana nie zdawały sobie sprawy same partie. Myśląc w kategoriach doświadczeń ostatnich dziesiątków lat, nie widząc partii rządowej, bo tej nie było przed wyborami w 1928 r., nie sądzili aby ich wyborcy w takiej mierze mogli od nich odstąpić, jak to faktycznie nastąpiło.

Stosunek między partiami a ludnością był w Polsce nader luźny. Organizacje partyjne na ogół nie sięgały na stałe zbytnio w dół. Głosowano na partie dlatego, że były one jedynymi organizacjami, a bez organizacji lud nic nie znaczy. W tym wypadku jednak jedno nazwisko starczyło za organizację. Jak wiadomo bowiem lud lubi iść za wielkimi ludźmi, lub takimi, którzy się mu być nimi zdają.

Partie polityczne były przekonane, że w miarę jak władza rządowa zacznie tracić na popularności, co zaczęło mieć miejsce w 1929 r., kadry partii zaczną poważnie (rosnąć, i że nastąpi odwrotny proces do tego, który odbył się w roku 1926 i 1927. Jednak rzeczywistość w słabej tylko mierze odpowiedziała tym nadziejom. Publiczność raz już wyzwolona od posłuchu wobec partii nie skłania się ku powrotowi do nich, zwłaszcza gdy mają one jej do proponowania co najwyżej ten stan, który przez tę publiczność został unicestwiony. Zdaje się zresztą, że obecnie następuje to, co zawsze dzieje się w demokracjach po pewnym upływie czasu, a zwłaszcza co objawiło się w Ameryce, mianowicie, że partie raczej muszą słuchać ludności, aniżeli ludność partii. Stan ten wytwarza się zawsze w chwili gdy parlamenty przestają być alfą i omegą życia, a opinie partii w obrębie parlamentu dogmatami dla publiczności. Zaczyna się tworzyć opinia publiczna. Włościanin, rzemieślnik, kupiec czy robotnik ma swoje samodzielne zdanie, które gdy jest podzielane przez innych, ustala się powali w kierunku pewnej opinii. Te opinie słyszy się w tramwajach, kolejach, na targach, przed kościołami itd. Nie są to już jak niegdyś tylko powtórzenia opinii gazet partyjnych, przeciwnie, opinie te są niezależne od głosów prasy, a nawet zaczynają już wpływać coraz poważniej na prasę.

Drażnienie opinii publicznej jest zawsze rzeczą bardzo niebezpieczną, ale przeciwstawienie się jej niekiedy bywa nawet przez nią samą mile widziane. Zwłaszcza jeżeli to przeciwstawienie doprowadza do pomyślnego rezultatu po niedługim czasie, albo jeżeli jest właściwie sprzeciwem wobec obumierającej już opinii. W gruncie rzeczy jednak opinia rządzi. Rządzi nawet aż nazbyt arbitralnie. Zdanie mniejszości niema wśród niej zwykle żadnego posłuchu. W Polsce jest ona dopiero w pierwszej fazie swego znaczenia w życiu politycznym. W tej fazie niezawodnie opinia, budząca się w bardzo szerokich sferach, odznacza się pewną prostotą a nawet barbaryzacją w stosunku do czasów, gdy opinia jest przywilejem tak zwanych warstw wyższych.

Opinia polska w tej chwili uchodzi za bierną. Nie jest tak jednak nie nie może się ona tylko wyrazić bez organizacji politycznej, a partie i obozy istniejące w tej chwili nie zdają się jej odpowiadać. W obecnej chwili nie będąc antypartyjną, rozwija się jednak poza partiami i mimo partii. Los partii na dalszą metę zawisł od tego, czy zdołają się orne dostosować do opinii. Trudność leży w tym, że partie mają swoje dawne porachunki, uprzedzenia, przyzwyczajenia, że żyją jeszcze tradycjami parlamentaryzmu wszechwładnego, gdy — wszystko to już jest publiczności z gruntu obojętne.

W szczególności jednak bez partii nie zdaje się by w obecnych czasach zdołał się naród obejść. Tylko rola partii ulegnie przemianie w społeczeństwie, a także i ich organizacja. Uniezależnienie opinii publicznej jest faktem znanym wszystkim, choć nie zdaje się jeszcze przenikać w pełni do świadomości. Temu parę lat jeszcze, gdy mówiono o opinii publicznej, starano się identyfikować jej zamierzenia i cele z zamierzeniami własnej partii. Dziś szczerze już się tego nie robi. Ludzie najbardziej partyjni wyrażają się o opinii publicznej jako o sile odrębnej i nie zwykli przypisywać jej w pełni własnego programu politycznego. Co najwyżej mówią o sympatiach jakie opinia publiczna rzekomo dla ich partii posiada.

W sprawie ustrojowej nastroje wśród opinii publicznej są takie, że nie ona byłaby przyczyna niemożności dojścia do kompromisu ustrojowego. Opinia nasza nie dba o dawny ustrój, nie pragnie ekstrawagancji w obrębie nowego ustroju, który miałby powstać. Opinia pragnie przede wszystkim spokoju, stabilizacji stosunków, by ludność mogła pracować i zaczęła zarabiać. W gruncie rzeczy jednak opinia publiczna skoro raz już istnieje i ma poczucie swej siły, nigdy nie jest właściwie bierna, choć nie jest także nigdy twórcza. Przypatruje się ona i ocenia. Ocena nigdy nie jest w niej biernością. W przyszłości mniej będą znaczyć kluby poselskie partii, więcej zgromadzenia okręgowe członków partii. Opinia w ten sposób się wyrazi i będzie narzucać swe zdanie.

XII

W walce obronnej, którą toczą partię z rządem, jest jeden charakterystyczny szczegół, który stoi w pewnym stosunku do zagadnienia ustroju politycznego. Jest nim walka o tzw. fachowość urzędów.

W monarchiach absolutystycznych urzędy były zajmowane wyłącznie niemal przez fachowych urzędników. W Rosji przedwojennej, która była w pewnym stopniu ostatnim państwem tego typu, minimalna tylko ilość, i to głównie na stanowisku prezesa rządu, nie była fachowo-urzednicza, choć wykształcenie tych urzędników było bardzo różnolite. Jeżeli chodzi chodzi o prezesów rady ministrów, to hr. Witte miał wykształcenie fizyczno-matematyczne i był poprzednio urzędnikiem kolejowym, przedsiębiorstwa wówczas jeszcze prywatnego. Został mianowany ministrem kolei przez cara Aleksandra III z powodu zaimponowania carowi techniczną orientacją w dziedzinie wytrzymałości torów na szybkość jazdy. Hr. Witte został później ministrem finansów, wreszcie prezesem rady ministrów. Inni premierzy byli w Rosji niekiedy profesorami gimnazjalnymi, właścicielami dóbr itd. Zdaje się, że zrozumiano, iż właściwie nie istnieje fach premiera. Poza tym jednak fachowość była ściśle przestrzegana.

W monarchiach parlamentarnych i w republikach przedwojennych stan ten zmienił się radykalnie, na korzyść nie-fachowców, przede wszystkim jednak jeśli chodziło o stanowiska wyższe, a więc ministrów a w Austrii i namiestników, to znaczy szefów administracyjnych większych krajów koronnych. Gabinety były na ogół parlamentarne, a więc złożone z politykierów. We Francji nawet pewna ilość dyplomatów też rekrutowała się i parlamentarzystów. Gabinety fachowe czyli urzędnicze w krajach rządzonych parlamentarnie uważano za niebezpieczne dla ludności, nosiły one zawsze charakter przejściowy i raczej jawiły się niekiedy w monarchiach konstytucyjnych mniej demokratycznych w rodzaju Austrii przedwojennej, aniżeli w republikach. Natomiast w Rzeszy Niemieckiej fachowcy na szczytach władzy byli regułą, ponieważ w ustroju tam istniejącym miał parlamentaryzm małe wpływy na rządy.

W demokracji amerykańskiej sprawa przedstawiała się znacznie bardziej radykalnie na niekorzyść fachowców. Przy istniejącym tam oddzieleniu zupełnym władzy prawodawczej od wykonawczej, wbrew temu co by można przypuszczać, urzędnikami nie tylko wyższego ale nawet niższego rzędu zostawali na ogół nie ludzie fachowi, lecz raczej agitatorzy polityczni partii do której należał prezydent, względnie do której należała większość w izbach stanowych. Problem ufachowienia administracji i usprawnienia jej wyłonił się tam, jak to obecnie ma miejsca w Polsce. Liczbę wybieralnych urzędów na ogół zmniejszono, na korzyść mianowania przez gubernatorów i burmistrzów. W tym wypadku chodziło raczej o usprawnienie urzędów, niż o ich odpartyjnienie, które zdaje się być w Ameryce problemem nie do rozwiązania. Nie ulega jednak wątpliwości, że nastrój tworzony przez najlepszych z grona członków partii, poniekąd sprzyja tym z pomiędzy gubernatorów i burmistrzów, którzy nominują nie zwracając uwagi na partyjność nominatów.

W Ameryce jedynie sędziowie musieli być fachowcami, jednak nie znaczy to by nie byli oni ludźmi pewnej partii, a mianowicie tej, która do ich mianowania się przyczyniła, jak to miało miejsce przy sądach federalnych. Przy sądach stanowych byli oni oczywiście z partii większości, która ich wybrała.

Zagadnienie walki o fachowość nie miało jednak tego zaostrzenia w Ameryce, co u nas obecnie, gdyż ludzie, którzy zmierzali do reorganizacji administracji, należeli do stronnictw, za których pośrednim wpływem, stosunki istniejące w dziedzinie urzędniczej powstały w Ameryce.

Sprawa fachowości przedstawia się w praktyce dość prosto. W krajach gdzie rządzi absolutyzm nie można przypuścić, by bez woli władzy czy bodaj bez cichej tej władzy tendencji, ktoś mógł być innego zdania piastując urząd, aniżeli tego zdania, które ta władza oficjalnie reprezentowała. Stąd pozostawała tym rządom już tylko troska o dobre funkcjonowanie urzędów, ponieważ sprawa polityczna była załatwiona w samem założeniu. Dla państwa parlamentarnego, w którym ciała prawodawcze stoją w pewnym przeciwieństwie do władzy wykonawczej, ale w której jeszcze władza wykonawcza nie stała się naczelną władzą, kwestia polityczna wysuwa się na pierwszy plan przy mianowaniu urzędników a fachowość zaczyna odgrywać bardzo poślednią rolę. Skoro parlament zwycięża zupełnie w zmaganiach swych z władzą wykonawczą, jak to nastąpiło we wszystkich republikach europejskich i w całym szeregu monarchii. jak na przykład w Anglii lub Belgii, sprawa fachowości urzędników nie staje się jednak jeszcze zbyt aktualną, gdyż partie składające się na parlament, zwykle bardzo liczne, walczą o polityczne wpływy w gabinecie i chcą być w nim reprezentowane przez swych polityków. To jest o tyle jeszcze dla partii ważniejsze, że władza wykonawcza w tym stadium podlega woli władzy prawodawczej.

W Ameryce sprawa przedstawia się inaczej. Władza wykonawcza nie miałaby powodu liczyć się z kimkolwiek, ponieważ jest samodzielna a przed narodem powinna by dbać o swą sprawność. Jeżeli w praktyce jest wręcz przeciwnie, to dlatego, że władza ta opierać się może tylko na jednym z dwu ugrupowań partyjnych, a każde z tych ugrupowań nie jest nigdy definitywnie zwycięskie i musi starać się o pozostanie na wierzchu. Stąd kłopoty bezpośrednio polityczne są dla partii do której zalicza się prezydent na pierwszym miejscu, przed kłopotami o sprawność administracji. Gdyby w monarchiach absolutnych była druga jeszcze władza poza monarchią, w innym zakresie władzy równie silna albo w opinii dużo znacząca, stan wytworzyłby się podobny. Właściwie w Ameryce trwa zawsze walka o władzę, nigdy nie jest ona ustalona w pewnym ręku, jak to miało miejsce w epokach monarchii absolutnych.

Walka ta sięga głębiej, aniżeli walka jaka się toczyła w takiej na przykład monarchii konstytucyjnej, jaką była Austria przed wojną światowa. Monarchią austriacka nie była tak narażona na utratę swej władzy jak partia rządząca w Ameryce. Dlatego cesarz Austrii mógł do pewnego stopnia dość obojętnie patrzeć na przekonania polityczne swych urzędników, byleby ci nie byli republikanami lub rewolucjonistami. Rząd austriacki myślał przede wszystkim o fachowości swych urzędników. Prezydent amerykański, stojąc na stanowisku jednej z dwu partii nie mógł sobie na to pozwolić, ponieważ jego własna władza i władza jego partii zwykle nie trwała dłużej, jak przez dwie kadencje prezydenckie. Dlatego to w Ameryce i niższe nawet urzędy zostały wciągnięte w bezpośrednią walkę polityczną.

U nas stan rzeczy przypomina mocno ten który jest w Ameryce z przyczyn do tego stopnia analogicznych, że nie uważam za potrzebne tego bliżej tłumaczyć. Jeżeli partie polityczne wszczynają walkę o fachowość — jest to też zrozumiałe. Nie mogąc bezpośrednio rządzić przez swych polityków, chcą one osłabić rządy pomajowe, pozbawiając je jednego z najważniejszych i najefektowniejszych organów walki. Pewna ostrożność w mianowaniu i usuwaniu urzędników, która nieraz w Ameryce się objawiała, a i u nas się obecnie objawia, dodaje im sił w tej walce.

XIII.

Istnieją często silne nieufności wobec dzieł dokonanych komisem. Są to uprzedzenia nieraz uzasadnione. W wielu sprawach kompromis nie zadowala nikogo, niszczy sens właściwy jakiejś podjętej inicjatywy. W kwestiach ustrojowych na ogół jednak te ujemne strony kompromisu nie objawiają się. Ustrój obejmuje całość życia w państwie. a to życie i w nim istniejące prądy są nader różnorodne. Zgnieść wszystkie prądy z wyjątkiem jednego byłoby szaleństwem. Musi się znaleźć między niemi modus vivendi. Kompromis dokonany przez ludzi światłych w tej dziedzinie może mieć pełny sukces. Rezultat zadowalający na okres czasu już dotąd stu kilkunastoletni dała konstytucja amerykańska, bardzo mało zmieniana od początku swego powstania, a która w najwyższej mierze była dziełem kompromisu, i to w obrębie dążności już dziś mocno przygasłych.

Konstytucja Stanów Zjednoczonych nie wniosła niemal nic, co by już w konstytucjach niektórych bodaj stanów nie było wypraktykowane od dłuższego czasu. Sposób wyboru prezydenta był do pewnego stopnia jedynie czymś nowym, ponieważ w zupełnie Identycznej formie nie istniał on przedtem w żadnym stanie. Właśnie ten sposób wyboru jednak, mimo że w pierwszej chwili był być może najlepiej przyjęty z wszystkich postanowień konstytucji przez publiczność, okazał się niedoskonały, nie ograniczył bowiem wpływu partii na wybór prezydenta, co było założeniem jego projektodawców.

Konstytucja amerykańska nie zrywała zatem z doświadczeniami konstytucyjnymi stanów i zawdzięcza temu konserwatyzmowi zapewne wiele ze swej praktycznej wartości. Jednak swą stałość i swoją żywotność zawdzięcza zapewne temu, że była dziełem kompromisu.

Jako przykład kompromisu może służyć ustanowienie instytucji senatu przez konwent konstytucyjny amerykański. Jeżeli zwolennicy konstytucji amerykańskiej mało o senacie amerykańskim w dobie obecnej mówią, to zapewne dlatego, że nie da się on pomyśleć bez federalizmu. Niemniej jest on jednak przykładem do jak świetnych a nie przewidzianych nawet dla swych twórców rezultatów może doprowadzić — przynajmniej na pewien okres czasu — dzieło kompromisu, dokonane przez światłych ludzi. Senat amerykański jest niezawodnie najbardziej udaną formą izby wyższej, nie naruszając przy tym zasad demokracji.

Zasadnicze ustanowienie senatu było spowodowane tym, że niemal we wszystkich stanach istniała dwuizbowość. Jednak instytucja senatu federalnego była niezaprzeczalną koncesją dla dążeń stanowych decentralistycznych i załatwiała w ten sposób ten tak drażliwy dla amerykanów problem dając stanom potężny wpływ w samym kongresie federalnym. Każdy stan duży czy mały jest w senacie jednakowo reprezentowany wskutek czego właśnie jest senat moralnym łącznikiem federacji ze stanami ją tworzącymi. Jest on równocześnie również faktycznym łącznikiem, choć nieoficjalnym, między władzą prawodawczą a wykonawczą. Senat bowiem posiada stosunkowo najbliższy kontakt z prezydentem jako szefem egzekutywy, gdyż posiada prawo ratyfikowania traktatów międzynarodowych i zatwierdzania nominacji urzędniczych dokonywanych przez prezydenta, wskutek czego od powagi senatu zależy do pewnego stopnia powaga egzekutywy.

Senat amerykański jest jedyną wyższą izbą równouprawnioną z izbą drugą, który tę równorzędność utrzymuje nadal bez trudności. Ta siła senatu płynie częściowo z odmiennych kompetencji, jakie mu zostały dane bezpośrednio przez konstytucję, a które wobec niemożności ogarnięcia całej władzy przez izbę reprezentantów, nie zostały w żaden sposób umniejszone. Odmienny sposób wybierania senatu aniżeli sejmu dzięki platformie stanowej nadaje mu specjalną siłę. W obecnej chwili platforma wyborcza dla wyborów do senatu nie budzi już entuzjazmu ludności i częste bywają projekty zmierzające do jej zmiany. Zmiana jednak nie następuje i wszystkie propozycje są odrzucane, ponieważ nie znaleziono innej zadawalającej podstawy wyborczej różnej od sejmowej, a równocześnie innej aniżeli dotychczasowa. Dziś senat niema najmniejszej potrzeby bronienia praw stanów, gdyż te są zabezpieczone najzupełniej. Nikt nie chciałby ich umniejszać w zasadniczym ich wyglądzie.

Myśl syndykalistyczna wysunęła poniekąd nowy sposób rozwiązania kwestii drugiej izby prawodawczej. Izba syndykalistyczna miałaby inną podstawę wyborczą, aniżeli do izby posłów, a równocześnie różniłaby się kompetencjami w pewnym zakresie; te myśl w zastosowaniu do Polski, jak już mówiłem, podniósł prof. Jaworski.

Senat jest jedyną władzą w Ameryce, która utrzymuje linię stałą rządu, gdyż co dwa lata wybiera się 1/3 jego członków na 6 lat, przez co nigdy nie przestaje on istnieć i funkcjonować. Będąc ciałem powoli zmieniającym się w swym wewnętrznym składzie, poza tym nielicznym, o obowiązkowo tajnych posiedzeniach gdy rozstrzyga o sprawach zagranicznych i nominacjach dokonanych przez prezydenta, jest senat z natury rzeczy izbą bardzo poważną. O mandaty senackie ubiegają się na ogół ludzie, chcący czegoś dokonać, a nie demagodzy polityczni.

Senatorowie są bardziej niezależni od prądów partii, do których należą i osób w tych partiach znaczących, gdyż ich ewentualna reelekcja, może dopiero nastąpić po 6-ciu latach. W czasie ich kadencji izba reprezentantów na wskroś miarodajna dla polityki, zmienia się dwukrotnie, będąc wybierana tylko na dwa lata. Liczyć się wskutek tego senatorowie muszą z tym stanem rzeczy, który dopiero nastąpi, a nie z tym który w danej chwili istnieje na powierzchni życia politycznego.

W okresie pomajowym istniały i u nas prądy, które zmierzały do podniesienia znaczenia senatu i zabezpieczenia poniekąd dzięki niemu trwałości rządów pomajowych. Ponieważ wskutek tego musiały one obracać się wokoło projektów nominowania senatorów, nie mogły te prądy przyczynić się w razie nawet urzeczywistnienia ich zamierzeń do wzmocnienia izby wyższej. Izba wyższa z nominacji nie mogłaby być podporą dla władzy wykonawczej, gdyż nie posiadałaby żadnego autorytetu u ludności; przeciwnie, władza wykonawcza musiałaby wszelkimi siłami utrzymywać w jako takim stanie autorytet takiego senatu. W razie konfliktu między sejmem a senatem w sprawach, w których senat miałby prawo zatwierdzać uchwały sejmu, publiczność stawałaby z pewnością po stronie sejmu co i dziś ma miejsce, przy ordynacji wyborczej do senatu identycznej z ordynacją wyborczą do sejmu, tylko nieco ograniczoną. Natomiast w Ameryce publiczność z zupełnym obiektywizmem spogląda na tarcia między sejmem i senatem, gdyż wie, że obie te izby powstały z jej woli, tylko w zupełnie odmienny sposób, by mogły z rozmaitych punktów widzenia obejmować rzeczywistość.

Stany amerykańskie, posiadały a częściowo posiadają jeszcze pewne przywileje przy wyborach do federacyjnej izby reprezentantów. Z tych przywilejów najważniejszym w dobie dzisiejszej jest przywilej jaki posiadają stany zupełnie swobodnego wyznaczania granic dla okręgów wyborczych, poza ogólną zasadą, że wszystkie okręgi wyborcze muszą być równe co do liczby wyborców. Oczywiście taki przywilej prowadzi do stosowania przez rządy stanów tzw. geometrii wyborczej. Stosowana jest ona z przyczyn partyjnych, a niekiedy i takich, które by u nas nosiły nazwę narodowych, mianowicie ze względu na murzynów.

System kompromisu przy uchwalaniu konstytucji doprowadzi) jak widzimy do szeregu niespodziewanych wyników, niezamierzonych nawet przez twórców konstytucji. Jednak te niespodzianki były na ogól natury przyjemnej, a z żadnego punktu konstytucji nie wynikło żadne poważne niebezpieczeństwo dla kraju. Zdaje się, że było to spowodowane tym, iż w założeniu kompromisu dokonali ludzie rozsądnie myślący, którym bardziej zależało na ideach, aniżeli na ludziach, partiach i ich ambicyjkach.

XIV.

Optymiści sądzą, że jest bardzo wiele form ustroju politycznego, które mogłyby się wyłonić. Oczekują zatem cudownego ustroju, który by wszystkich zadowolił a powstał z jednej genialnej głowy. Właściwie jednak możliwości ustrojowych jest bardzo mało. Bezkompromisowa forma przewagi władzy prawodawczej stwarza formę nam znaną wszechwładzy parlamentu. Zupełna preponderancja władzy wykonawczej nazywa się monarchią z Bożej łaski lub dyktaturą, albo może być oligarchią. Wszystkie inne formy ustrojowe są natury kompromisowej i wskutek tego są bardziej złożone i skomplikowane. Do takich form zaliczyć należy ustrój amerykański.

Konstytucja amerykańska starała się oddzielić silnie kompetencje władzy wykonawczej od prawodawczej, a równocześnie zachować wolność i do pewnego stopnia suwerenność poszczególnych stanów i stworzyć silny rząd centralny, dać ludności jak największą wolność indywidualną w rządzeniu samymi sobą, a w tym samym czasie wznieść wysoko i autorytet władzy centralnej, wreszcie chciała dać izbie reprezentatywnej możność reprezentowania ludności, a równocześnie jednak zachować samej tej ludności wpływ bezpośredni na legislaturę. Możność rozwiązania tych wszystkich zagadnień musiała mieścić się w samej konstytucji. W rezultacie konstytucja ta udała się w całej pełni i poniekąd zadowoliła wszystkie te tendencje, których zadowolenie jako cel sobie postawiła. W obecnej chwili przeciwieństwa, którymi ta konstytucja się zajmowała, nie istnieją już w Ameryce, znikły one dzięki jej wpływowi.

Przyszła konstytucja polska winna by posiadać w odniesieniu do obecnych czasów, do obecnej sytuacji i do cech jakie posiada ludność polska, te same zalety jakie posiadała w odniesieniu do Ameryki konstytucja amerykańska. Nie może ona być naśladownictwem ślepym obcych wzorów, ale też nie może być tworzona jakby w oderwaniu od reszty świata. Właściwą jej zaletą powinno być pełne rozsądku unikanie zaognień i rozwiązywanie trudności doby dzisiejszej.

By taką się stać musi być ona dziełem twórczych tarć i zmagań się. pełnych dobrej woli w kierunku kompromisowego ich załatwienia. Nie może bowiem przejść ona do porządku dziennego nad żadnym nurtem w naszym życiu istniejącym, nie może żadnej tendencji zmarnować bezpłodnym zgnieceniem.

Z chwilą załamania się systemu przedmajowego załatwiona została automatycznie negatywna strona sprawy, otwarte zostało pole do pracy nad nowym ustrojem. Stara nasza konstytucja nie odpowiadała nawet chwili, w której powstawała, była schyłkowym teorematem na temat parlamentaryzmu europejskiego. Upadek jej spotkał się z uznaniem publiczności.

Stan, w którym obecnie się znajdujemy uwypukla potrzeby, wskazuje na braki. Jest to stan przejściowy, w czasie trwania jego analogie ze stanem istniejącym gdzie indziej właściwie nic nie znaczą. Zaznaczają się one raczej z konieczności powstałej z nowej sytuacji. Projekty zmiany ustroju jakie się dotychczas pojawiły pragną załatwić całą sprawę ze strony jednego problemu, mianowicie tego, który najbardziej rzuca się w oczy i który doraźnie najbardziej boli.

Opóźnienia w przeprowadzaniu zmiany konstytucji powstają obecnie głównie zdaje się wskutek tego, że nowa konstytucja musi objąć całokształt życia naszego w swe ramy. Musi ona uwzględnić różnolite i niekiedy poniekąd sprzeczne potrzeby społeczeństwa. Równocześnie winna mieć nowa konstytucja dane na to, aby w ciągu dłuższego czasu nie była zmieniana. Stąd rozwaga i powaga w przeprowadzaniu planu nowej konstytucji wydaje się być zaletą, o ile towarzyszy temu procesowi przygotowawczemu intensywna praca i dyskusja nad tym, jak ma nowa konstytucja wyglądać.

Источник: www.polskietradycje.pl

Tags: Дунин-Борковский Петр (воевода), Польша, Украина
Subscribe
  • Post a new comment

    Error

    Anonymous comments are disabled in this journal

    default userpic

    Your reply will be screened

    Your IP address will be recorded 

  • 0 comments